Ostatni dzień lata w psim raju

Początek września, za oknami szaro-buro. Psy trzeba płukać po każdym spacerze, bo inaczej mieszkanie tonie w błocie. Pora założyć kalosze i poszukać w szafie kurtki. Na szczęście to jest jednak wrzesień i ciągle zdarzają się praktycznie letnie dni. Tak jak w ostatni weekend.

Z „bratem” Frei – Lenoxem i jego właścicielką postanowiliśmy udać się w poszukiwaniu plaży idealnej. Nasze psy uwielbiają piasek i wodę, dlatego chciałyśmy im zapewnić bezpieczne miejsce do pływania i swobodę w bieganiu. Poniatówka i okolice do tego się nie nadają – za dużo ludzi, za dużo kuszących grilli.

Spakowałyśmy psy do samochodu i ruszyłyśmy za Wilanów do plaży w Zawadach. Zaparkowałyśmy pod wałem przeciwpowodziowym i psy już oszalały. Czuły, że nadchodzi wielka zabawa. I tak było: najpierw 15-minutowy spacer przez krzaki, w których psy już wariowały z radości, a potem brzeg Wisły i plaża. Znalazłyśmy zaciszne miejsce przy ujściu starorzecza, dzięki temu psy nie pływały w głównym nurcie rzeki. Nie była to też dokładnie sama plaża w Zawadach, ale raczej jej północny koniec. Dzięki temu uniknęłyśmy wielu spotkań, a psy mogły bić się w spokoju. Bo Freja i Lenox, zwany też na podwórku psem Baskerville’ów, specjalizują się w zapasach między sobą, co dla postronnych wygląda strasznie, a my wiemy, że to najlepsza zabawa.

Nasze psy tworzą razem szatański duet. Lenox, który jest psem delikatnym i łagodnym, wygląda dokładnie jak z opisu książki Doyle’a:

„Był to pies – pies czarny jak węgiel, olbrzymi – taki, jakiego dotąd nie widziały oczy żadnego śmiertelnika. Z jego otwartej paszczy buchał ogień, ślepia żarzyły się jak węgle, a po całym jego ciele pełzały migotliwe płomyki. Nigdy nawet w majaczeniach chorego umysłu nie mogło powstać nic równie dzikiego, przerażającego, szatańskiego, jak ten czarny potwór, który padł na nas z tumanów mgły”.

Freja z kolei, grzeczniutka labradorka, bywała już posą dzana o bycie pitbullem, bo w zapasach przeistacza się w niegroźnego, ale nieustępliwego przeciwnika.

Dlatego staramy się znaleźć zawsze dla nich trochę miejsca, żeby mogły się wyszaleć. Tym razem miały przypadkowego towarzysza w postaci równie walecznego i równie czarnego psa Stefana, któremu nie przeszkadzało, że sięga Lenoxowi gdzieś w okolice pięt. Zabawa była przednia. Woda bryzgała, piasek szybował w powietrze, a my z Iwoną, właścicielką Lenoxa mogłyśmy w spokoju odpoczywać. Oczywiście tylko do momentu, w którym psy przybiegały do nas otrzepać się z wody.

Plaża w Zawadach

52.173829, 21.129652

Najlepiej dojechać do skrzyżowania ul. Zaściankowej i Wału Zawadowskiego, a potem iść w kierunku Wisły. Idąc bardziej w prawo, dojdzie się do głównej plaży Zawadów, z psami polecamy pójść w prawo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *