Pragapies

Oznaczenie strefy „bezsmyczowej” w parku Letna.

Wraz ze Spockiem i Tali żegnamy się z Wawapsem – a to dlatego, że moje psy zostały niedawno Pragapsami, i nie mowa tu bynajmniej o warszawskiej Pradze. Tak tak – przeprowadziliśmy się do Czech, więc nie będziemy póki co odwiedzać warszawskich knajp ani parków. Blog oczywiście dalej funkcjonuje z wpisami Marysi i Frei – a my, czyli Ania, Tali i Spock, zwiedzamy i testujemy teraz nieco inne okolice. Na pożegnanie chciałam napisać trochę na temat moich dotychczasowych obserwacji dotyczących życia z psami w Pradze – a jest o czym pisać.

 

Spacery

Praga jest bardzo, ale to bardzo zapsiona. Z różnych źródeł słyszałam, że prażanie (i w ogóle Czesi) kochają swoje psy i zabierają je gdzie tylko się da – to widać!

Bardzo podoba mi się, że większe parki są podzielone na trzy jasno oznaczone strefy – taką, do której w ogóle nie można wchodzić z psami (ale tak naprawdę dotyczy to tylko placów zabaw i ich najbliższych okolic), taką, w której psy muszą być na smyczy i taką, w której spokojnie można puścić je luzem. Terenów „bezsmyczowych” jest naprawdę dużo (osobiście bardzo bardzo polecam park Letna). Myślę, że to świetny pomysł – nie trzeba się obawiać, że ktoś zwróci uwagę czy będzie miał problem z tym, że psy hasają sobie wolno, skoro robią to w miejscu do tego przeznaczonym.

Poza oficjalnymi „bezsmyczowymi” strefami też widzi się sporo psów chodzących luzem, nawet w zatłoczonych okolicach i przy torach tramwajowych. Ja sama obawiałabym się puścić psa w takim miejscu, ale miło wiedzieć, że ogólnie nie jest to problemem. I muszę dodać, że czeskie psy są w dużej mierze świetnie wyszkolone – mimo braku smyczy chodzą przy nodze, wpatrzone w swoich ludzi.

Wielu Czechów bardzo pozytywnie podchodzi też do psich powitań – jeżeli dwa nieznajome psy zatrzymują się na ulicy, by wzajemnie się obwąchać, właściciele  raczej nie odciągają ich w pośpiechu, a cierpliwie czekają na zakończenie psiego rytuału, przy okazji wymieniając też między sobą przynajmniej jakieś „dzień dobry” (a w zasadzie „dobrý den”).

 

Transport

Podobno stosunkowo niedawno zmieniły się przepisy dotyczące przewożenia psów komunikacją miejską – i to na lepsze. Posiadając ważny bilet można teraz przewieźć ze sobą za darmo jednego psa. Nie wiem jak wygląda kwestia opłat za każdego kolejnego, ale zdaje się, że dozwolone jest też przewożenie większej liczby, bo nieraz spotkałam się z osobami, które miały ze sobą i trzy sztuki – i bynajmniej nie mówię tu o yorkach ani ratlerkach, a o całkiem sporych psach. Teoretycznie psy należy przewozić na smyczy i w kagańcu – ja kaganiec zawsze mam ze sobą, ale zakładam go tylko na prośbę kierowcy albo innego pasażera. Póki co przydał się raz, chociaż korzystaliśmy z komunikacji miejskiej naprawdę sporo. Dodam jeszcze, że, podobnie jak w wypadku spacerów po mieście, wielu ludzi traktuje przepis o smyczach raczej opcjonalnie – pies bez smyczy w autobusie, tramwaju czy metrze wcale nie jest rzadkim widokiem.

Osobom podróżującym do Czech koleją może się przydać jeszcze jedna informacja – istnieje dość kuriozalny przepis, który całkowicie zakazuje przewozu psów nocnymi pociągami. Nie mówię tu o wagonach sypialnych, ale o wszystkich możliwych miejscówkach – nie można i już. Na szczęście w pociągach dziennych takiego problemu już nie ma. (Uwaga – jadąc nocnym z PKP dowieziemy psa do granicy, potem niestety zmieni się obsługa i już nie będzie tak wesoło. Oczywiście zakładając, że przepisy są egzekwowane, bo jak to wygląda w praktyce niestety nie wiem.)

 

Knajpy i sklepy

Wielokrotnie już zdarzyła mi się sytuacja, w której ktoś spojrzał na mnie jak na osobę niespełna rozumu, bo zapytałam, czy można w dane miejsce wejść z psem. „Ale jak to czy można? No przecież, że można!” Ogólnie wydaje się, że jeżeli na drzwiach danego lokalu nie ma jasnego „zakazu psa”, to psy są mile widziane. Spotkałam się już z psami w sklepach spożywczych i księgarniach (chociaż fakt, były to raczej małe rasy), a sama miałam okazję odwiedzić razem z Tali kilka centrów handlowych. Muszę przyznać, że czułam się wtedy dość dziwnie i trochę z przyzwyczajenia spodziewałam się, że zaraz podejdzie ochroniarz i nas wyprosi – zamiast ochroniarza spotkałam tylko więcej psów z ich ludźmi.

Często zamiast „zakazu psa” na drzwiach widzi się prośbę, by trzymać psy na smyczy – to miła odmiana, kiedy pytanie brzmi nie „czy można?” tylko „czy trzeba na smyczy?”. W praktyce ten nakaz wygląda różnie – są miejsca, gdzie pilnuje się przestrzegania go, ale jest też sporo takich, gdzie od wejścia wita nas zgraja psów zwiedzających wszystkie możliwe kąty i bawiących się na samym środku lokalu. Wiele barów ma też „swoje” psy, które są na miejscu praktycznie zawsze – prawdopodobnie należące do kogoś z obsługi. Poznaliśmy na przykład jeden naprawdę malutki lokal, w którym takich „barowych” psów jest aż trzy, a dokoła walają się psie zabawki. Nie jest też niczym nietypowym widzieć porozstawiane w różnych miejscach knajp miski z wodą dla kudłatych gości.

 

Podsumowując – jeżeli ktoś planuje miejskie wakacje z psem, zdecydowanie powinien rozważyć Pragę. Tłumy na starówce może trochę odstraszają, ale oddalając się nieco od najbardziej turystycznych okolic znajdziemy piękne parki i lokale, gdzie psy przyjmuje się z otwartymi ramionami. A jeśli szukacie tu psiolubnej pracy to, chociaż nie mogę powiedzieć, że pies w biurze jest standardowym widokiem, takie biura się zdarzają, i to wcale nie bardzo rzadko (przykładem jest ponoć Avast – tak, ten Avast od antywirusa).

Tak o trzymanie psa na smyczy proszą w jednej z żiżkowskich restauracji. Żiżkow to dzielnica, która klimatem przypomina w dużej mierze warszawską Pragę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *